poniedziałek, 2 listopada 2009

tyt. roboczy

Wyrażanie swoich myśli w sposób zrozumiały dla odbiorcy to wielka sztuka i o ile werbalny przekaz ułatwiają nam gesty, mimika, ton i tembr głosu, a czasami nawet zapach, to przelanie myśli na papier lub zamiana ich na wyświetlane pixele jest nie lada wyczynem. Dryfując po bezkresnych morzach skrótów myślowych ,bacznie obserwując ortograficzne rafy i interpunkcyjne mielizny, z tęsknotą, wyglądam niczym lądu, końca jakim może być puenta wyżej opisanych praktyk umysłowo-gimnastycznych. Czuję nieodpartą wręcz potrzebę podzielenia się obserwacjami i wnioskami do jakich doszedłem na przestrzeni kilku tygodni. Potrzeba dzielenia się tymi informacjami nie wynika z altruizmu czy chrześcijańskich pobudek (polegających na dzieleniu się dobrem jako wartością samą w sobie), jestem skrajnym egoistą (ergo dzielić się nie lubię i wypierdalać) Poddając się głębszej autoanalizie - to nie wiem z czego ma chęć wynika, nie mam bladego czy różowego pojęcia i pisząc szczerze: gówno mnie to obchodzi!
Ale chwilunia, jest to kolejny dowód na poparcie mojej nowo wyknutej tezy: stwierdzam, wszem i wobec, iż każde stworzenie czuje nieodpartą potrzebę komunikacji. Komunikacja w obojętnie jakiej formie, leży u podstaw życia, umożliwiając i czyniąc je łatwiejszym. Sztuka przekazywania informacji nie jest tylko domeną naczelnych, weźmy sobie na ten przykład takiego ślimaka. Ślimak jaki jest każdy widzi, ale nie każdy wie że te bydlaki są samowystarczalne. Żrą wszystko, srają wszędzie i co najważniejsze nie muszą za sobą ganiać. Przez „ganianie” rozumiem chęć rozmnażania się, oraz silny popęd seksualny który każe bzykać wszystko co się rusza. No dobszsz , no może nie wszystko - przekomicznie wyglądałby ślimak na suce owczarka niemieckiego, ledwie widoczny wśród gęstwiny włosów, sapiący, szepczący czułe słówka, dumnie pełznący w kierunku psiej pipy z którą i tak nie wiedziałby co począć, co by z tego wyszło? Obślizgłe, owłosione, paskudne stwory… Śliwczarek Stróżujący? Nieminiemniak Pasterski? Piotr Gąsowski? Dwa pierwsze może też rozebrałyby się w Tańcu z Gwizdkami…Zboczyłem (Sic!) z tematu… Otóż niektóre gatunki ślimaków nie muszą odstawiać takiej błazenady. Niektóre z tych skubańców są (i tu uwaga trudne słowo) hermafrodytami. Zobacz drogi czytelniku, jaki to wielki komfort, mieć wszędzie dach nad głowa, spokojne domowe zacisze, w którym bez zbędnych ceregieli, obaw ,wstydu, kompleksów czy strachu przed odrzuceniem, można się centralnie WYRUCHAĆ! Któż lepiej od nas wie, jak się zaspokoić? Czy jest ktoś inny na tym świecie kto zna lepiej od nas wszystkie nasze punkty od „G” do „Dż”? O taaaaak ,Pan ślimak osiągnął najwyższy level masturbacji ponad którym, jest już tylko raj i te 50 dziewic, dla których tak rozrywkowo giną ci mniej domyci i ogoleni…Taka dziwną nazwę mają…Coś z płatkami musli w nazwie…no taką nazwę z angielskiego mają…HA! Już wiem! Wegetarianie , cóż znów zboczyłem z tematu.
Mimo iż ślimak jest nażarty, zaspokojony pod względem potrzeb prokreacyjnych i wydalniczych oraz zakwaterowany w swej przytulnej muszelce, pędzi On (… ha ha, dobre, dobre, PĘDZI, ha ha…) na spotkanie z innymi ślimakami, gdzie spotykają się na soczysto zielonych łanach łąk, łaknąc łudząco płoche, łaciate łachmanów łapy chłonne…(wiem, i owszem zjebałem to ostatnie zdanie) I po co? Sex odpada – po takim ruchaniu jakie sobie fundują, pewnie przez kilka dni zrastają im się dupy, wspólne żarcie? odpada – ślimak żre wszystko od trawy po żwir zanim by się poślizgał do innego ślimaka padłby z głodu , kolektywne sranie? –średnio, ile ślimaków jest w stanie pomieścić się w jednej muszli? a nawet jak już by się pomieściły to kto by swoją muszelkę miał udostępnić, jakiś zbok chyba co lubi jak się mu sra w muszelkę…Jedyne i logiczne co przychodzi mi do głowy, to chęć zaspokojenia potrzeby komunikacji, znaczy na swój ślimaczy sposób. Może porozumiewają się machając różkami (Pamiętasz? ślimak ,ślimak pokaż rogi… a on różkami machając, wijąc delikatnie i czule ,lekko jak listek na bryzie targany, pokazuje: A w dupie mam ten twój ser!), a może układają swe ciałka w jakieś figury i układy – no nie ważne, faktem jest że się spotykają…To że nie rozumiem dlaczego tak się dzieje nie usprawiedliwia mnie do zamiecenia ślimaczych zachowań pod dywan , umysł mam otwarty więc nie będę negować ślimaczych spotkań
Puenta tego wywodu jest bardzo prosta:
Spotykajmy się, ot po prostu, pogadać, pożartować, pomachać różkami lub butelkami z piwem – ślimakom wychodzi to nam nie wyjdzie?