Biegł ledwie łapiąc oddech ,zapach powietrza którego tak teraz bardzo potrzebował był słodki i mdły. Skręcił w ciasną uliczkę , zgięty w pół opierając się rękoma o kolana opadł plecami na ceglany mur domu. Oddychał ciężko, z jego gardła wydobywał się świst szybko wydychanego powietrza. Mokry od krwi i potu t-shirt dokładnie przylegał teraz do wychudzonego ciała, ujawniając kruchą posturę chłopca. Było ciszej niż zwykle, żadnych ryczących silników , żadnych karetek, żadnego gwaru czy pojedynczego głosu, nie działo się nic co przypomina choćby w małym stopniu nocny ,zwyczajny , zwolniony puls sześciomilionowej metropolii. Ustał nawet lekki wiatr który w czasie szaleńczego biegu chłodził jego pobitą twarz, teraz mdłe powietrze stało w miejscu. Złożone razem w modlitewnym geście dłonie objęły napuchnięty nos. Nie chciało mu się mocno dmuchać, był zbyt zmęczony, skrzepy śluzu wymieszane z krwią oraz czarnym pyłem ciągnęły się między palcami jak gruba pajęcza sieć, nie zostały tam długo –zaraz potem wytarł je w jeansy które były w równie opłakanym stanie co ich właściciel. Jego oddech się uspokoił, powoli odzyskiwał siły. Nagle od strony głównej ulicy do jego uszu dotarł miarowy pusty dźwięk, który w bardzo krótkim czasie przerodził się w terkot. Panicznie zaczął się rozglądać. Jako drogę ucieczki obrał głąb ciemnej alejki. Był tutaj pierwszy raz , nigdy nie zapuszczał się tak daleko od mieszkania które wynajmowała jego matka. -Boże – pomyślał – nie wyjdę z tego cały- zdusił powieki wyciskając łzy. Zacisnął pieści i zaczął energicznie trzeć nimi w górną część zgiętych ud, wcierając głębiej w spodnie uprzednio wytartą wydzielinę z nosa . Do miarowych rytmicznych ruchów rąk dołączył korpus, który również zaczął się kiwać. Odpychając się od ściany zaraz na nią opadał, kiwając się w ten sposób coraz mocniej uderzał głową o porowatą powierzchnię muru. Odpychał się i opadał , odpychał się i opadał, nie czuł jak z każdym dobiciem jego potylica ustępuje twardej cegle. Nie dam im tego w całości - pomyślał
- Tu się schował!
Wystrzelił odpychając się od ściany. Biegł coraz wolniej, gdyż napuchnięte mięśnie nie były już w stanie zapewnić mu dostatecznej szybkości , kolejna poddała się koordynacja , potykał się i wpadał na stojące ocynkowane kosze na śmieci, robiąc przy tym hałas który zdradzał pozycje jego oprawcom. Wbiegł na skąpane w półmroku koliste podwórko- Ślepy zaułek, kurwa! Ślepy jebany zaułek –syknął – trzepak, dwa plastikowe kosze na śmieci, drzwi z zardzewiałą kratą , ławka , żadnych okien – wyliczał, lecz jego szept przerywały chałsty połykanego powietrza – żadnych okien – szepnął – żadnych okien, żadnych okien, żadnych okien – powtarzając to jak mantrę wiedział, że nikt nie będzie w stanie usłyszeć jego krzyku , nikt nie przyjdzie z pomocą – Już po mnie – był to ostatni szept który opuścił jego usta tego wieczoru
Jaskrawy snop światła przewiercił się przez jego oczy , wędrując błyskawicznie nerwem wzrokowym do ośrodków w mózgu. Wycieńczony brakiem tlenu organ, zdołał jednak heroicznie wysłać sygnał do mięśni powiek by te chroniły gałki oczne, które generowały teraz fioletowo – niebieskie plamy.
- Tu jesteś szczurku – szukamy cię cały wieczór
Chłopak trzymając prawą rękę przyciśniętą do czoła zasłaniając się przed skierowanym w jego twarz światłem, powoli cofał się w kierunku koszy na śmieci. Lewa , odchylona do tyłu ręka , zataczała chaotyczne kręgi szukając ewentualnych przeszkód. Błądząc , wszedł na kosz który z głośnym piskiem dawno nieoliwionych kółek , zaczął się toczyć. Echo cierpliwie powtarzało rytmiczne wysokie piszczenie , toczącego się blaszanego pojemnika, by w końcu wzmocnić huk jaki wydała z siebie stalowa piszcząca puszka wpadająca na ścianę. Oparty o chłodną powierzchnię ocynkowanej blachy , oddychał coraz spokojniej. Wciągał głęboko , powietrze złamanym nosem by wypuścić je przez wyschnięte i popękane wargi. Już się nie bał
- Masz torbę z lodem? – aksamitny męski głos zakłócił ciszę
-Taaa- po ostatnim razie z tym małym rumuńcem wiem że towar musi być w lodzie – odpowiedział drugi dużo niższy
-Narzędzia ?
-I owszem
-Halotan?
-A po co ? Czy ty wiesz ile kosztuje to gówno? Załatwimy to tradycyjnie
-Tradycyjnie?! – wrzasnął – Tradycyjnie to wszystko spierdolisz! Zapomniałeś jak mieliśmy zamówienie na rogówki? Dzieciak tak od ciebie dostał że całe ciało szkliste miałem na ubraniu, a może zapomniałeś klienta z Warszawy…
- To nie była moja wina!
-Nie , oczywiście że nie, to była wina tej gówniary że się ocknęła i zaczęła wierzgać.
-To nie była moja wina
- A tradycyjnie mi wyjaśnij jak to się stało ze ten tutaj nam prawie spierdolił?
-To nie moja wina! To ty robiłeś mu zastrzyk!
-Koniec ! Jesteśmy w pracy tak? – Tak! – odpowiedział sam sobie – zatem skończmy z tym pierdoleniem i bierz się za znieczulanie dzieciaka
Mężczyzna kocim ruchem doskoczył do chłopca , wprawnie uderzając dziecko w skroń, drewnianą ciężką pałką , z pękniętego łuku brwiowego trysnęła krew
-Mówiłem ci że cie dopadnę – wysyczał – jesteś pierwszy i ostatni który mi spierdolił
Upadające, bezwładnie ciało wydało stłumione tąpnięcie, które sprofanował pojedynczy pisk przetaczającego się pojemnika na śmieci.
Ciemność….
Poczuł zapach zalewającej jego twarz krwi, półprzytomny poczuł szarpanie i usłyszał dźwięk rozdzieranej tkaniny, krew która sączyła się do niedomkniętego oka przyjemnie je nawilżała i koiła – było to dominujące ,miłe uczucie które wypełniło jego umysł.
Ledwie słyszał strzępki rozmowy, lecz powoli docierały do niego dźwięki które był w stanie pozlepiać i zrozumieć
-…daj mi jodynę nie chcę tego zapaprać…
-Co jest do kurwy nędzy ! Widziałeś to?
-Gdzie?
-Tam kurwa! Tam – wrzeszczał aksamitny głos przekrzykując wzmagający się huk wiatru który niósł ostry odór fekaliów .
Poczuł uderzenie fali gorącego powietrza, odpłynął, nie czuł już nic prócz kojącej ciemności.
czwartek, 4 lutego 2010
Subskrybuj:
Posty (Atom)
