Jego wzrok wbił się w plastikową kratkę wentylacyjną na dole drzwi. Bezmyślnie liczył ilość szczebelków i pionowych linii które składały się na prosty wzór. Pięć poziomych kresek przeoranych trzema bruzdami pionowych tworzących małe prostokąty ,które były teraz w ścisłym centrum jego świata. Lekko znudzony pokierował swój wzrok na lewo ,teraz dokładnie liczył odpryski łuszczącej się farby na metalowej framudze wrót które mieściły jego kratkę. Lekka, niegdyś biała żółć, dawno już straciła swą młodość , a odpryski które zdradzały pierwotny brązowy kolor framugi , dodawały jej lat . Rozglądał się dalej szukając nowych bodźców dla skołatanego rozumu. Omiótł misterne ułożenie kafelków i z typowym dla siebie umiłowaniem do detali jął oglądać ubytki w fugach. Cześć niegdyś jasnych wypełnień nie oparła się kamieniowi jakim raczą nas wodociągi. Pionowe, pożółkłe linie framug między bladą zielenią sporych kafelków przypominały kolorem zęby w uśmiechu,wulgarnie wymalowanej, pomarszczonej, zmęczonej już życiem i wiekiem prostytutki. Stracił poczucie czasu , był tu i teraz - między zielenią i żółcią ,między niebem a piekłem wśród swoich myśli bezpieczny jak w łonie matki. Nagłe ukłucie bólu w okolicach brzucha przypomniało dlaczego tu jest, instynktownie napiął mięśnie łydek i ud, przygotowując je do mającego nastąpić misterium.
Czekał.
Stopy zaczęły już cierpnąć, przyprawiając go o zniecierpliwienie. Wie że nie może się denerwować , nie teraz, nie kiedy jest tak blisko, wie że zdenerwowanie popsuje wszystko, wie , że nie może sobie pozwolić na kolejne stracone dwa dni.Ostatnią myśl trzymał z dala od siebie.Nie myśleć,nie spinać się,nie myśleć-powtarzał to w kółko jak mantrę. Spojrzał na owal czerwonej tkaniny która leżała u jego stóp, dywanik bardziej przypominał wielka plamę krwi z filmu klasy „B” niż ozdobę, która ma zapobiegać kontaktowi bosych stóp z chłodem wykafelkowanej podłogi.
Naglę ciszę zakłóciło słabe jękniecie – odetchnął głęboko wijąc się z bólu , nagły skurcz rzucił jego ciało do tyłu tak mocno że poczuł jak kręgi krzyżowe odbijają się o twardą powierzchnie tuż za nim , mimo iż nie robił tego po raz pierwszy czuł ze dziś będzie trudniej, silniej… przyjemniej…
Kolejne ukłucie , ledwie zdusił krzyk, przeszywający jak włócznia ból rozszedł się po całym ciele , palący ogień przepełnił jego trzewia. Nareszcie mam cię – pomyślał kurczowo zaciskając palce na powlekanej żywicą desce. Czuł jak pękają mu paznokcie, czuł wyciskający łzy piekielny odór, ale nie mógł teraz się cofnąć , jest tak blisko , kolejny spazm który sprawił że nie był w stanie zdławić krzyku, walka kosztowała go zbyt wiele, czuł jak opada z sił…
Ostatkiem energii napiął mięśnie nadbrzusza, teraz albo nigdy pomyślał
Udało się…
Głośny plusk pojawił się równo z uśmiechem na jego twarzy
Ze stoickim spokojem zrolował oderwaną z rolki odrobinę miękkiego, pachnącego stokrotkami papieru. Wytarł kropelki potu z czoła by potem rzucić zwitek między swe uda, wprost do grobu demona który go właśnie opuścił, mimo kurczenia mięśni nóg, jego niedokrwione członki były teraz mocnym wspomnieniem niedawno stoczonej walki , siedział dziś dłużej niż zwykle, ale był zadowolony , zadowolony i wolny
Dawno tak nie srałem - pomyślał
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz